GENDER srender. Czyli facet potrzebny jak rybie rower

Temat nieustająco kontrowersyjny. A, że ja takie lubię… Tylko, że w przypadku GENDER nie ma co tu lubić czy nie lubić. Nawet można mieć GENDER w dupie, albo w głowie, ale nie zmiania to faktu, że GENDER jest. Istnieje jako interdyscyplinarna nauka o płci obyczajowej, kulturowej, społecznej. Zakłada tezy i bada od kiedy i gdzie ta obyczajowość zaczęła wtłaczać człowieka w ramy płciowości, kto komu co narzucił, kto kogo zniewolił. Jak płeć społeczna kształtowała się na przestrzeni wieków, a także jak kształtuje się ona w różnych kulturach dzisiaj. To żadne wymysły, przed którymi broni się kościół i o który kłóci się społeczeństwo. To żadna wroga ideologia stworzona przez lewacką unię europejską i feministki, by zniszczyć naszą sielską ojczyznę i wzorcową rodzinę. To nauka antropologiczna, filozoficzna, socjologiczna, psychologiczna, kulturoznawcza i historyczna. Nauka, nie żadna ideologia czy czyjś wymysł. To fakt, taki sam jak to, że Ziemia krąży wokół Słońca (choć i ten fakt kwestionowany był długo przez nieomylny kościół), czyli taki fakt, jaki podlega obserwacji, opisowi i badaniu.

Nie ma co z tym dyskutować – wszak kiedyś ktoś w określonym miejscu na naszej kuli ziemskiej zaczął wprowadzać pewne ograniczenia obyczajowe. Może to było już w Afryce, czyli miejscu, z którego pochodzimy wszyscy? Przez wieki obyczaje te ulegały modyfikacjom, przeniesieniom, regulacjom. W efekcie mamy dziś takie obyczaje jak określone ubrania dla kobiety i mężczyzny, zabawki dla dziewczynek i chłopców, preferowane zawody a nawet pewne behawioryzmy, jak malowanie paznokci wyłącznie przez kobiety, a jeśli przez mężczyzn, to tylko artystów lub gejów.

Spójrzmy na to biologicznie. A zatem biologicznie mężczyzna jest niezbędny kobiecie tylko do jednej rzeczy – prokreacji. Jeden mężczyzna może posłużyć nawet i stu kobietom. Pozostałe rzeczy kobieta wykona i zrobi sama, te same, które robi mężczyzna, więc poza prokreacją jest jej całkowicie zbędny. To atawistyczny lęk o tę biologiczną zbędność, o wyłącznie wykorzystanie w celach biologicznych, powodował głęboką chęć zawładnięcia kobietą, zamknięcia jej w jakiś ramach, również fizycznych. Lęk o bycie odrzuconym, zbytecznym, bezcelowym i potrzebnym jak dziura w moście, jak wiemy powoduje separację emocjonalną i w rezultacie agresję (ps. jaki to potężny nosi w sobie lęk ksiądz, który to dopiero kobiecie jest zbyteczny, w tym scenariuszu zrozumiałe jest spychanie przez kler kobiet do roli służących).

Spójrzmy teraz GENDERowo. Najobficiej o GENDER trąbią księża z ambony. Żaden z takiego arcybiskupa autorytet we wspomnianej dziedzinie. Mimo to oskarża, poucza, opiniuje. Szuka winnych wszelkiego zła i o! znalazł! Ksiądz jest uosobieniem antyGENDERowego podejścia – brak mu swobód obywatelskich, jest wpasowany ściśle w rolę, może pełnić posługę bo jest płci męskiej i choć nosi sukienki, robi wszystko aby wpasować się w schemat gburowatego, wyniosłego, wszechwiedzącego ojczulka.

Dlaczego tak boimy się GENDER?
Po pierwsze, bo mamy wobrażenie, że krzywdzi nasze dzieci. Bo „wojna to pokój, wolność to niewola, ignorancja to siła”, jak pisał Orwell. A wszelkie zmiany zaistniałego systemu, to ‚eksperymentowanie, z góry skazane na niepowodzenie’. Gdyby tak myśleć, nie istniałby postęp ani cywilizacja.
Po drugie, bo nie wiemy czym to jest, o co w tym chodzi. A wiadomo, że nieznane wywołuje lęk. Ten zaś w konsekwencji rodzi potrzebę obrony albo ucieczki.
Po trzecie medialny przekaz obecny w przestrzeni publicznej (zwłaszcza ten prawicowo-katolicki) nie pomaga dowiedzieć się, czym tak naprawdę jest ten tajemniczy gender. Choć brak informacji to poważny problem, to znacznie poważniejszym jest nierzetelny przekaz medialny, który dostarcza zalęknionemu odbiorcy fałszywą wiedzę, co nakręca spiralę lęku i koło się zamyka. Czy fałszywy przekaz to wynik zwykłej ignorancji i lenistwa, czy świadoma strategia w walce z niewygodną nauką i płynąca z niej wiedzą? Tego nie wiem. Może połączenie to obu tych elementów? Ignoranci dumni ze swej niewiedzy (co często głośno obwieszczają wszem i wobec) wspierają ochoczo oszustów w tej dziwnej walce.

Znany medialnie seksuolog, prof.Lew-Starowicz wypowiadając się w temacie, twierdzi, że „świadomość odmienności płci pojawia się u dziecka między 2. a 3. rokiem życia”. Ale skąd się pojawia? Z powietrza? To etap wychowania i socjalizacji kształtuje świadomość. Rozwój psychoseksualny jest oparty na obserwacji, ale przede wszystkim na kształtowaniu świadomości, którą wykonuje opiekun. Dlaczego jeśli chłopiec założy sukienkę to może zostać przez inne dzieci wyśmiany? Bo wtłoczono dzieciom, że ubiór wykraczający poza obyczaj to coś nienormalnego, powód do obśmiania. Czy taki model wychowawczy, oparty na braku tolerancji i negacji inności może być dla dziecka dobry? To jest zdecydowanie bardziej pole do naprawiania kompetencji społecznych niż potencjalna krzywda spowodowana przez wychowywanie dziecka w duchu rozumienia GENDER.
Dalej pan prof. twierdzi, że założenie przez małego chłopca sukienki zaburzy jego tożsamość w domyśle płciową. Czyżby pan profesor nie znał eksperymentu Moneya, który wbrew wyjściowym założeniom wykazał właśnie, że strój i wychowanie nie ma wpływu na tożsamość płciową dziecka? Co ważne, chodzi tu o płeć biologiczną (a nie GENDER czyli płeć społeczną). Strój i wychowanie nie ma wpływu na naszą wrodzoną, biologiczną płciowość. O czym zdawali się wiedzieć anonimowi autorzy mitu o Achillesie, a o czym zdaje się nie wiedzieć pan prof. myląc GENDER z płcią biologiczną.
Warto więc powtórzyć:
GENDER nie ma wpływu na naszą biologiczną płeć.
GENDER nie mówi, że przez wychowanie można zmienić płeć.

GENDER bada tylko i opisuje jakie społeczne, kulturowe, obyczajowe stereotypy, role, atrybuty przypisywane są w danej grupie płciom (kobietom i mężczyznom). Oddziela to, co biologicznie przyrodzone od tego, co nałożone przez społeczeństwo, kulturę, obyczaj. Tylko tyle i aż tyle.

Na marginesie czy nie jest dziwnym, że jak głosi ex cathedra pan prof.ubranie przez chłopca sukienki zaburzy jego tożsamość, ale już założenie przez dziwczynkę spodni jej tożsamości nie zaburzy? Nikt włącznie z samym panem prof. czegoś takiego nie powie. Ciekawe dlaczego? Cóż takiego strasznego tkwi w sukience, czego nie ma w spodniach?

Ktokolwiek, kto sądzi, że GENDER to możliwość wybrania sobie czy się chce być chłopakiem czy dziewczyną, powinien się nie odzywać, nie myśleć nawet, zanim nie zapozna się z genezą, normami, specyfiką, formą, granicami nauki GENDER. Niech przeczyta choć jedną naukową publikację na ten temat, zamiast karmić się medialną ogłupiającą papką i powtarzać bzdety.

łysa-głowa-z-symboli-seksu_318-49193

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ps. Co istotne gender studies bada także związki języka z kulturą. Język przenosi się na ludzi, na ich role, przedstawia ich w jakimś świetle, często trwale. Ludzie tworzą język ale też język tworzy ludzi.
I tak:
Powiedz dorosłemu facetowi, że jest cipą. To obraza, bo bycie cipą oznacza bycie mameją, ofermą.
A jak powiesz komuś, że jest chujem, to oznacza, że jest bezwzględny, twardy, silny.
Oba sformułowania są negatywne (jak nasz język się zwulgaryzował!) ale chuj oznacza cechy pożądane, przebojowość i siłę, a cipa cechy bierne, miękkie, kiepsko się kojarzące.
Co jeszcze?
Dzielny, odważny – męstwo. Nie ma odpowiednika żeństwo. Ale jest odpowiednik – bycie babą, co oznacza tchórzostwo, mazgajstwo.
Ojczyzna – od ojca. Bóg Ojciec. Mieć jaja. Pokaż, że nosisz spodnie.
Kobieta natomiast jest nieustająco kojarzona z naturą (matka ziemia, gaja), co automatycznie przypisuje jej rolę bierną, przynajmniej w kulturze chrześcijańskiej, gdzie naturę należy ujarzmić i panować nad nią „czyńcie sobie ziemię poddaną”….

5 comments on “GENDER srender. Czyli facet potrzebny jak rybie rower

  1. Hmmm pozwolę sobie zaprotestować; ) moja kobieta mówi ze oprócz rzeczy związanych z prokreacja musi jeszcze mieć kogo wkurzać i do tego jej służę; )))
    Twój tekst jest oczywisty jak by powiedział klasyk „oczywista oczywistość”:).Zagadzam się z Tobą w 100%. Moze powinnaś to opublikować na jakimś forach katolickich???? Wtedy dopiero byłaby polemika.

    1. „Mehr licht!” czyli „Więcej światła!” jak wykrzyczał Goethe na łożu śmierci.
      Nikt niestety nie wiedział o co mu chodzi ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.