„Kasiagondor” blefuje o szczepieniach

Kiedy amator bierze się za gruby temat, bo ma ambicje z(nad)interpretować fakty, to może wyjść z tego niezły gniot (jak w tym przypadku – blogojciec). Nie inaczej było w tym przypadku autorki bloga kasiagandor.com
„Pasjonatka nauki i merytorycznych dyskusji”, tworzy tekst tytułując go „Szczepienia-debata, która nie powinna mieć miejsca” i naciąga fakty, podaje okrojone informacje, manipuluje obrazem i wysnuwa daleko idące mylne wnioski. Tak bywa, kiedy traktuje się temat szczepień jak przegląd po trendach w lakierach do paznokci.

Pierwsze faux pas autorki, to uczepienie się badania zespołu Wakefielda, by na tej podstawie postawić tezę o związku szczepień z autyzmem.
„(…) wciąż mierzymy się z konsekwencjami tego pod każdym – od technicznego aż po etyczny – względem źle przeprowadzonego badania. Debata, która nie ma absolutnie żadnych podstaw bytu toczy się dalej.”
Tylko, że nie chodzi o jedno przeprowadzone badanie. Debata, nie dotyczy ani tego badania, ani wniosków płynących z tego badania. Debata w ogóle nie dotyczy żadnych badań.
Dotyczy o wiele bardziej skomplikowanego, wielowarstwowego problemu jakim jest m.in. brak dostępu do obiektywnej wiedzy, dezinformacja medialna i manipulowanie opinią publiczną (np. za sprawą akcji społecznych), stosowanie przymusu pod karami, niepokój społeczny, realne istnienie Niepożądanych Odczynów Poszczepiennych i wiele źródeł popularnonaukowych, których nie przekazuje się szerokiemu gronu odbiorców.

Czy nie są to wystarczające powody do społecznej debaty? Naprawdę nie ma do niej podstaw?

„Wydaje mi się, że paradoksalnie, sukces szczepionek oraz fakt, że dzięki nim udało się niemal zupełnie zlikwidować niektóre choroby(…)”

Siadaj, Jasiu, dwója, nie obrobiłeś lekcji!
Na likwidację chorób i spadek umieralności składa się wiele przyczyn, głównie takich jak:
opieka zdrowotna, dobre odżywianie, higiena.
Na pewno można mówić o sukcesie, ale nie jest to „sukces szczepionek”.

Warunki życia mają największy wpływ na choroby, co widać obecnie w tzw. biednych rejonach świata – brak wody, brud, bieda i epidemie szaleją. Nadal jedną z najczęstszych przyczyn śmierci na świecie jest… biegunka! (zostawiając daleko w tyle choroby zakaźne – jedną z głównych przyczyn śmierci zwłaszcza w krajach trzeciego świata to nie ebola, nie AIDS, nie malaria, nie ospa, nie odra tylko właśnie biegunka!

12540788_1233995386614119_1575482348454178016_n

Czasy się zmieniły. W czasach biedy, wojen, brudu osłabieni ludzie umierali choćby z powodu głodu, awitaminozy.
Tak wymierały epidemie. Gdy warunki bytu się zmieniły, zmieniło się wszystko. Niestety masowych szczepień w tamtych czasach z przed wieków nie było, wprowadzać je zaczęto gdy warunki bytu się poprawiły i poprawiały coraz bardziej, natomiast statystyki śmiertelności z tamtych czasów są używane jako straszak.

Na kilka chorób mamy szczepionki, ale na większość nie ma, a ludzie umierali, chorując na: trąd, hiszpankę, dur brzuszny, angielskie poty, cholerę, syfilis, kiłę, rzeżączkę, dżumę, żółtą febrę itd. etc.

Szczepionki nie były podawane wszędzie, nie wszystkie okazały się wystarczająco skuteczne, zarówno w Polsce, jak i USA(mimo to, choroby jak czarna ospa, szkarlatyna, gruźlica zostały ograniczone), do tego zaczęto je wprowadzać dopiero gdy śmiertelność spadła (wielokrotnie dzięki lepszym warunkom życia).

Podsumowując
naginaniem prawdy jest sugerowanie wyłącznej zasługi szczepień.

Dalej „pasjonatka nauki i merytorycznych dyskusji” straszy paraliżem na polio, powikłaniach po odrze, różyczce i błonicy, ilustrując to drastycznymi zdjęciami.

Porażenia i zarażanie po szczepieniach na POLIO są powszechne w Polsce i na świecie, przy czym zachorowanie na polio to w 99,9% najwyżej katar, który może doprowadzić do powikłań zapewne wyłącznie osoby z poważnymi obciążeniami organizmu, w tym układu odpornościowego (statystyki typu 1:10 000) Więcej o polio.

ODRA i potencjalne powikłania. Trudno w to uwierzyć, ale obecnie tysiące razy bardziej prawdopodobne jest wygrać 6 w totka lub zginąć w katastrofie lotniczej niż umrzeć na ODRĘ w Polsce.

No i wspomniany maczugowiec, czyli ta okrutna BŁONICA, na którą szczepienie chroni przez maks. 10 lat. Niestety, szczepionka przeciwko błonicy nie zwalcza bakterii maczugowca błonicy. Szczepionka nie eliminuje zagrożenia, nie chroni przed nosicielstwem i choć przyczynia się do ograniczenia zachorowań to bakteria nadal może krążyć.

Szczepienie na RÓŻYCZKĘ chroni na maks.10 lat i że po szczepionce na różyczkę też można zachorować na… różyczkę. Zachorowanie na różyczkę nawet w ciąży to jeszcze daleka droga do różyczki wrodzonej wbrew pozorom, zależy to od wielu czynników, odporności matki i jej wieku, tygodnia ciąży itd., w ogóle szansa na różyczkę wrodzoną jest znikoma.

 

Dalej „pasjonatka nauki” pisze o AUTYZMIE i stwierdza, że pewnym (!)  jest, że „wykluczyliśmy, że przyczyną tą są szczepionki”.
Dowiadujemy się, że w sumie nie chodzi ogólnie o szczepionki, ale o jedną – MMR, albo o jeden ich składnik – tiomersal (nic dziwnego, dotąd tylko MMR i tiomersal zostały oddzielnie poddane epidemiologicznej weryfikacji).
I twierdzenie „wykluczyliśmy” dotyczy konkretnie organizacji SafeMinds, która przeprowadziła badania na… makakach. Podano małpom szczepionki i obserwowano zmiany w ich mózgach. Ile czasu obserwowano? Nie wiadomo.

Czy na podstawie tych okrojonych badań można jednostronnie i z pełnym przekonaniem stwierdzić, że szczepienia nie mogą mieć wpływu na autyzm?
Nie można.

Szczepionka może być czynnikiem zapalnym dla autyzmu, gdy jest „ten potencjał w genach” (jak określa to Izabela Filc-Redlińska w książce „Szczepionki. Nie daj się zwariować”), a ingerencja medyczna może przyczynić się, w przypadku dziecka z predyspozycjami, do rozwoju autyzmu.

AUTYZM a raczej AUTISM jest ujęty na liście skutków ubocznych w niektórych ulotkach szczepionek.
A jednym z NOPów, jakie ujmuje ustawa  o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi jest ENCEFALOPATIA, czyli poszczepienne uszkodzenie mózgu.

Czy strach rodziców nie ma zatem „logicznych podstaw”, jak twierdzi kasiagandor?

Autorka zaprzecza sama sobie. Najpierw twierdzi, że coś WIE. A potem, że jednak NIE WIE. Najpierw pisze, że pewnym jest „wykluczyliśmy, że przyczyną tą (autyzmu) są szczepionki”.
A następnie, że„Żadna z nich (instytucji) nie jest w stanie udzielić ci odpowiedzi na pytanie, co spowodowało autyzm malucha. Nie dlatego, że ma złe intencje. Nauka po prostu tego nie wie.
Czyli, autorka wie, ale najwyżej tyle, że nauka nie wie.

Dalej – odporność grupowa. „Jako osoba niezaszczepiona stajesz się potencjalnym rezerwuarem patogenów”.
Znowu pała, Jasiek, nawet do książki nie chciało się zajrzeć!

Tylko szczepienia przeciwko chorobom wirusowym (odra, świnka, różyczka, ospa wietrzna) mogą zapobiegać transmisji danych patogenów.
Inne szczepienia jak BCG (gruźlica), IPV (polio), DTP (błonica, tężec, krztusiec), Hib, przeciwgrypowe itd. nie mają takich właściwości. Dzieci (również w I dobie życia) i dorośli szczepieni szczepionkami tzw. żywymi, zawierające żywe patogeny mogą chorować na te choroby i zarażać po szczepionce. Znane są przypadki różyczki, polio, krztuśca, odry, ospy, rotawirusów, świnki.

No i nie ma mowy o odporności zbiorowej, jeśli zbiorowość jest ruchoma, a kalendarze szczepień na całym świecie rożne. Nie jesteśmy odizolowani murem od świata i nie mamy identycznej odporności. No i niezaszczepieni nie powinni zagrażać zaszczepionym, idąc logiką autorki, w przeciwnym razie jej argumenty podważają w ogóle sens istnienia szczepień.

Odporność populacyjna
nie działa tak, jak się to nam przedstawia czyli przy całkowitym braku zachorowań.
Żeby działała, musi być spełniony warunek statystyczny, mało realny.
Trudno mówić nawet o zmniejszonej liczbie zachorowań poprzez szczepienia – znane są np. epidemie od osób zaszczepionych czy wyłącznie wśród osób zaszczepionych.
Tak, szczepione osoby mogą zarażać! 

I na koniec. Autorka zapomina w swej, jak to przedstawia, dobrej wierze i obiektywizmie naukowym, o fakcie, że
szczepionki często nie zabezpieczają przed zachorowaniem
i roznoszeniem zarazków
,

a jedynie zabezpieczają przed jakąś formą zachorowania, lub wystąpieniem bardziej dolegliwych objawów.

Dzieci nie rodzą się z chorobami, zarażają się od dorosłych, od niektórych jednostek, które podróżując po świecie mają kontakt z patogenami i przynoszą je do swojego środowiska.

W teorii, dzięki odporności stadnej, nawet jak jednostki się zarażają, to nie przekazują choroby dalej. Gdyby to odporność stadna chroniła ludzi w Polsce mielibyśmy pojedyncze zachorowania bez przekazywania ich dalej.
Niestety, tak nie jest.
I to są gołe fakty.
Mamy dziesiątki tysięcy zachorowań (jak w przypadku krztuśca czy różyczki) albo nie mamy ich prawie wcale, jak w przypadku polio czy błonicy.


Żeby mieć pogląd na temat, trzeba go skonfrontować,
przyjrzeć się za i przeciw.
Poznać fakty i możliwie nie interpretować ich pod tezę.
Konfrontacji nie ma co się bać.

                       BO PO TO WŁAŚNIE JEST TA DEBATA, ŻEBY DEBATOWAĆ!

 

Tu więcej wyliczeń, źródeł, statystyk, danych.
Krytyka komiksu podtrzymującego mit, że niezwykle bezpieczne i skuteczne szczepienia w głównej mierze sprawiły,
że nasze dzieci mniej chorują i są zdrowsze.
Fakty i dylematy dla rodziców
Krytyka tekstu “Jesteś „antyszczepionkowcem”? Jesteś zagrożeniem”

20160214214826181

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

One thought on “„Kasiagondor” blefuje o szczepieniach

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.