500+ mała refleksja

O dłuższego czasu na różne sposoby mówi się o rządowym programie 500+.
Program ten jako, można powiedzieć, udany produkt marketingu politycznego, istnieje w publicznym obiegu od kampanii wyborczej z 2015 r. Da się słyszeć głosy entuzjastyczne i głosy mocno krytyczne.
Linia podziału między zwolennikami i przeciwnikami zdaje się nie biec wzdłuż linii podziałów preferencji wyborczych. Bardziej niż podział na zwolenników obecnej ekipy rządzącej a zwolenników opozycji, istotniejszym w tej sprawie wydaje się być podział na zwolenników mniej albo bardziej socjalnego państwa a zwolenników państwa działającego mniej lub bardziej według zasady leseferyzmu. Z takich też pozycji program ten bywa krytykowany.
Sam jestem jego umiarkowanym zwolennikiem. Widzę w nim nie tyle niedoskonały krok w dobrym kierunku, ale przede wszystkim próbę realizacji konstytucyjnych zapisów choćby art. 71 Konstytucji. Oczywistością jest, że program ten jak i inne działania ekipy rządzącej można krytykować i to jawnie. Na szczęście bowiem nadal jeszcze nasz kraj jest w miarę liberalnym, demokratycznym państwem prawa, w którym wszelka krytyka poczynań władzy wpisana jest w system, jako niezbywalne prawo każdego obywatela. Autorytarna dyktatura w stylu przedwojennej sanacji wciąż jeszcze pozostaje w sferze obaw. I oby tam pozostała.

W tym wszystkim nie można zapominać innej ważnej zmiany przepisów wprowadzonej przez rząd PO-PSL (to moim zdaniem przykład kompletnej porażki propagandowej poprzedniej koalicji). O zmianie, o której niezbyt głośno się mówi, a która wydaje się być może nawet istotniejsza od programu 500+. Nie zauważyłem specjalnych dyskusji na jej temat. Nie wzbudza ona takich emocji jak program 500+.
A może powinna?
01 stycznia 2016 r. weszła w życie ustawa o zmianie ustawy o oświadczeniach rodzinnych oraz niektórych innych ustaw. Zmiana ta wprowadziła świadczenie rodzicielskie w wysokości 1000 zł netto dla osób, które urodziły dziecko, a które nie otrzymują zasiłku macierzyńskiego czy uposażenia macierzyńskiego (np. osoby bezrobotne, czy te które wykonują pracę na podstawie umowy cywilnoprawnej). Odnoszę wrażenie, że ta zmiana nie rozbudza tak społecznych emocji.
Jest jakby w moim odczuciu przemilczana. Może powinno się o niej głośno mówić, dyskutować, krytykować, chwalić?
A może się mylę i tylko coś mi zwyczajnie umknęło?

 

źródło

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.